Uparty wierzący... 2010-03-09

Mieć rację - ważna rzecz. To przecież z tego powodu najczęściej wybuchają wojny, rozpadają się związki, dzieją się przeróżne rzeczy, które mogłyby nigdy nie zaistnieć, gdyby ktoś nie chciał za wszelką cenę mieć racji.

Zauważyłeś może, co się z Tobą dzieje, gdy ktoś próbuje Cię przekonać, że jest tak, jak myśli. Masakra. Może tak nie masz, ale ja nieraz mam problemy z wyhamowaniem, kiedy ktoś uparcie stoi przy swoim, a wszystko przeczy temu, że ma racje. To ogromnie trudna, ale zarazem cenna lekcja. Wszystko przez to uparte ego. Koniecznie jego musi być na górze.

Z tego powodu nie dyskutuję już na tematy religijne, które od jakiegoś czasu różnią się dość mocno od przekonań reprezentantów niektórych wyznań. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Oni mają swoją prawdę i według niej żyją. Ja mam swoją. Każdego życie rozliczy ze swojej. Bóg będzie się jedynie temu przyglądał. Ale - to mój pogląd, niekoniecznie słuszny. Jeśli się mylę, ja biorę to na siebie, bo to moje życie według tej prawdy się toczy.

Jedną z największych krzywd jaką można wyrządzić człowiekowi i Bogu zarazem to ta, kiedy przekonuje sie człowieka i na siłę skłania do uznania czegoś, czego nie ma w jego sercu. Każe mu się kochać kogoś, kto nie jest dla niego bliski. On ma swojego bliskiego Stwórcę, Jego obraz w sercu. Taki, a nie inny. Czemu więc naginać go do obrazu innych, w imię czego? Na pewno nie w imię Boga. Gdybyśmy umieli szanować indywidualność każdego napotkanego człowiek tak, jak to robi Bóg (nie wiem, czy w Niego wierzysz, czy nie, ale i tak istnieje - wg mnie:), to ten świat byłby jedną wielką rodziną.

No ale przecież każdy chce mieć rację. Pokroić się da, a nie przekonać, że może być w błędzie. Tylko pytanie: po co?

Zastanawiam się w takich konfliktowych sytuacjach: co zyskam, gdy będę walczył o rację? Co mi to da? Czy warto się spierać? Czy będę przez to lepszy? Wątpię...

Trochę się rozpisałem, a miała być mądra opowieść. Oto i ona:


"Duszpasterz pewnej wioski
odwiedził dom starej parafianki
i popijając kawę,
odpowiadał na pytania,
którymi babcia go zasypywała.
- Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? - pytała staruszka.

- No cóż - odpowiedział proboszcz -
czasem ludzie są tak źli,
że trzeba ich zgładzić,
i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy
.

- Ale - zauważyła babcia - w takim razie,
dlaczego ginie tylu dobrych ludzi
razem ze złymi?


- Dobrych wzywa Bóg na świadków
-
wyjaśnił proboszcz. -
Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały
sprawiedliwy sąd.



Uparty wierzący potrafi wytłumaczyć absolutnie wszystko."


Anthony de Mello "Śpiew ptaka"

Ilu takich spotkałem już w swoim życiu. Sam nie jestem bez skazy i daje sie skusić na walke o rację. Na szczęście coraz rzadziej.


 


Piotr - odkrywca


tak  chce żyć


Szacunek do siebie 2010-03-05

Skąd się bierze brak szacunku do siebie? Z niezadowolenia, poczucia winy spowodowanej nie zrobieniem, lub zrobieniem czegoś ważnego.
Nieraz wydawało mi sie, że najczęściej oceniam i szufladkuję innych i ich postępowanie.
Teraz coraz bardziej widzę, że to ja jestem na pierwszym miejscu do odstrzału. To siebie najczęściej krytykuję, z siebie jestem często niezadowolony a to wpływa na pogarszające się poczucie  wartości i szacunku do siebie.

Jak to zmienić? Co zrobić, by proces odrwócić?
Trzeba się za siebie zabrać. Ogólnie nazywa się to samodyscypliną. Łatwiej dyscyplinować i nakazywać coś innych, szczególnie dzieciakom. O wiele trudniej przychodzi to w stosunku do nas samych.
Mało kto lubi w życiu sie wysilać. A samodyscyplina wymaga sporego wysilku, zanim nie stanie się naszym nawykiem.
Choć każdy ma tyle samo czasu w ciagu  dnia na zagospodarowanie, to jednak  nie każdy umie z niego wyciągnąć jak najwięcej. Bo to kosztuje. To wymaga pewnego porządku, poświęcenia czasu na zaplanowanie działań, na skonkretyzownie celów a potem na konsekwentne wypełnianie grafiku.
Dziś wiem, że każde dobrze wypelnione zaplanowane zadanie, osiągnięty cel, dobrze wykorzystany czas, zrobienie choćby jednego kroku w dziedzinie osobistego i zawodowego rozwoju, to wszytko sprawia, że mój szacunek do siebie samego rośnie z każdą chwilą.
To z kolei prowadzi do szanowania innych. Dodatkowo powoli przestajemy się zajmowac ich życiem ( w sensie ciągłego interesowania się co u kogo, dlaczego, z kim, na jak długo i po co), bo nasze własne życie staje się coraz bardziej jasne, klarowne, owocne i zaczynamy czuć jego smak. Poza tym fakt zdobycia kolejnych małych celów, to powód do zadowoloenia, co skutkuje wydzieleniem kolejnej porcji endorfin - to znak, że szczęscia przybywa i całośc przekłada się na naprawdę udane i ciekawe życie.

Samodyscyplina pomaga tez znaleźć dodatkowych kilka godzin, których nam do tej pory ciągle brakowało. Spóbuj. Mininum przez 21 dni, każdego dnia, rób plan, ustalaj grafik zajęć , koryguj jesli trzeba i ralizuj. Skupiaj się przy tym maksymalnie na danej pracy. Kiedy pracujesz - pracuj. Kiedy odpoczywasz - odpoczywaj. Ale nie mieszaj tych dwóch stanów, bo z żadnego  nic nie wyjdzie.

Piotr - odkrywca


Natura lubi wolność 2010-03-03

Natura lubi wolność. Miłość jest słońcem naszego życia, życia w całym wszechświecie.


Miłość lubi wolność. Bez niej nie istnieje. Jest tylko zwykłym bazarowym handlem, kupczeniem, prostytucją w pieknym opakowaniu zacisza wielu domów...


To dlatego nie można nikogo zmusić, by nas pokochał. Wolność. Bez niej można tylko udawać miłość, nie tylko w łóżku.


Kiedy zgaśnie słońce, zniknie życie.Kiedy gaśnie miłość umierają związki. Umiera życia, a to co widać, to wegetacja komórek, które bez miłości też w końcu umierają.


Właściwie wszystko na świecie, w całym wszechświecie oparte jest na prawie wolności. Czemu w takim razie tak mało jej w życiu? Czemu od samego dzieciństwa jest ona odbierana? W imię czego?


W imię kontroli. "Łatwiej" wychowywać nakazami i zakazami  niż miłością. To bardziej czasochłonne, pracochłonne, ale za to... trwalsze, wręcz niezniszczalne.


I tu znowu nasuwa mi się porównanie do pracy w ogrodzie. Ale to właśnie tak jest. To sama  natura. Wychowanie w miłości, to sianie ziarna, sadzenie w dobrej glebie rodzinnego domu. Fakt, że nie od razu może widać owoce, nie od razu dzieci są łagodne i posłuszne jak baranki, ale przecież nie barany chcemy wychować, tylko myślących, czujących i świadomych siebie ludzi!


Co się jednak dzieje, gdy to miłość jest podstawą wychowania, relacji w rodzinie, w każdym zwiazku?


Efekty mogą nas zaskoczyć, bardzo mile zaskoczyć. Bo stwierdzenie: należy mi sie szacunek, bo jestem twoją matką! - nie będzie miało już miejsca. Przecież szacunku nie dostaje się w chwili przyjęcia takich a nie innych funkcji. To coś więcej. To dar, sposób okazywania wdzięczności za okazaną miłość, która prócz wolności, niesie ze sobą szacunek. Dobro powraca.


Natura lubi wolność. Wszystko na świecie ją lubi. To podstawa każdego prawa, jakie zapisane zostało w chwili prapoczątku. Prawa, które został zniszczone i zdeformowane tak bardzo, jak to tylko możliwe. Po co się wysilać i bawić w miłość, skoro można ustalić nowe prawa, zatrudnić egzekutorów, stróżów i wybudować więzienia dla opornych. Niepszystosowanych skazać na społeczną banicję.


Rzeczy też lubią wolność. Pieniądze lubią wolność, sukces, powodzenie, szczęście. To wszystko bez wolności umiera, kryje się przed nami, gdy tylko próbujemy je usidlić i wcisnąć w ramy naszej dyktatury.


Miłość, wolność, szacunek - nierozłączne rodzeństwo, bratnie dusze, przyjaciele na dobre i na złe. Gdy zabraknie któregoś - życie staje się piekłem. Karykaturzyści nie muszą niczego przerysowywać. Mogą zrobić zdjęcie. Efekt będzie taki sam....


Czuje sie dobrze. 2010-02-27

Od wczoraj testuje skutki działania słów: Czuję sie dobrze.


Po co? Żeby czuć się dobrze, niezależnie od okoliczności zewnętrznych. By uniezależnić swoje uczucia od wydarzeń,które mają miejsce w moim życiu. Są ludzie, którzy niemal na zawałanie potrafią  wzbudzić sobie pożądane uczucia.


To przecież tylko słowa - powie ktoś. Nie tylko.Nie raz i nie dwa już o tym pisałem. Wciąż testuję to na sobie, wtedy to co  piszę, ma chyba trochę inna wartość.


I co, działają te słowa?


Nazwałem to wczoraj odkryciem roku. Za każdym razem, gdy wypowiadam świadomie słowa: "Czuję się dobrze" - ja naprawde tak się czuję, choc okoliczności zewnętrzne wcale sie nie zmieniły! Nic sie nie zmieniło i mam wiele powodów, by nie czuć sie dobrze, by nie czuć przeszywającego mnie uczucia spokoju.


 


Może to tylko ja tak mam? Nie wiem, ale nawet jeśli tylko na mnie działają tak te słowa, to cieszę się z tego.Może każdy powinien znaleźć swoje. Ja znalazłem te i na pewno zagoszczą one na dobre w moim życiu. Myślę też że to dopiero początek. :))


Myśli? Działanie? A moze jedno i drugie? 2010-02-24

Coś się zmienia w moim życiu. Chyba na lepsze. Mam nadzieję. Przechodzę od (głównie) myślenia to działania. To chyba przez zwykłą książkę, która miała okazać sie praktyczną pomocą w pracy. A jednak zrobiła coś więcej. Popchnęła mnie o kilka kroków do przodu.


Ja, stary myśliciel, ruszyłem wreszcie tyłek i zadanie po zadaniu, wcielałem w życie to, do czego byłem zachęcany w książce.


Najwazniejsze jednak nie są może tamte zadania, ale nowe zjawisko w moim umyśle: zbyt długie zastanawianie się, zastrajanie do zrobienia rzeczy, które wymagają troche więcej czasu i wysiłku umysłowego, powodowało ogromne przeciążenia i zabierało energie,której brakowało mi potem do działania - a teraz to się zmienia.


Ciągle spychane cele i zadania, bo coś wazniejszego sie pojawiało, a tu sie okazuje, że można inaczej. Jak?


Wcielać pomysł od razu, jak sie pojawi. Jeśli sie okaże, że to nie jest to - idę dalej. Czytam kolejna strone, obmyślam nowy plan, nową strategie i nie robie tego godzinami czy dniami. Pojawia sie nowa koncepcja - wale ją na stół, do komputera, szukam czego trzeba do realizacji i ... zrobione. Co mi to daje?


Sporo zwolnionego miejsca na moim umysłowym dysku pamięci. Nawet sobie nie zdawałem sprawy, jakie mój mózg przeżywa obciążenia spowodowane moimi ciągłymi analizami, kalkulacjami. Masakra.


Teraz skupiam sie na działaniu, robię jedną rzecz do końca - jesli tylko jest to możliwe i czas,  materiały i dostep do komputera na to pozwala.


Skończę, zamykam sprawę, puszczam wolno i niech pracuje dalej. Ja zabieram sie za kolejny pomysł. Dzięki temu nie planuje 24h/dobe. Mogę coś wykroic na mały odpoczynek - który ostatnio gdzieś mi sie zagubił,ale, w sumie pracuje teraz, by kiedyś móc zakosztowac go troche więcej i pełniej:)


I jeszcze jedno. Kiedy zamiast skupiac sie na ciągłym myśleniu i analizowaniu, chcąc dopiąc wszystko na ostatni guzik w plaszczu zadania ( co prowadzi najczęściej do tego, że nigdy tego płaszcza nie ubierzemy, bo rozmyje sie wszystko w czasie i mysleniu), zabieramy się, nie wiedząc wszystiego, nie mająć pełnej wiedzy, nie wiedząc do końca JAK to dalej trzeba będzie zrobic, pojawia się dodatkowy czas. A dokładnie odczucie,że jest go więcej. I to mi sie podoba.


p.s. Alchemia umysłu działa, Martel. I to jak działa. Może to na razie nie jest wiele, ale na 3 piwa dziś będzie, a dzień dopiero się zaczyna:)


Pozdrawiam i do  zobaczenia!


Przepraszam że Cie wyciągam w inne miejsce... 2010-02-22

 


Dziś, jesli masz czas i trochę chęci wyskoczyć gdzieś, fajnie będzie gdy będzie to mój Zielony Ogród.


Nie chce kopiować tego, co tam napisałem, a może warto, by ktoś jeszcze prócz mnie to przeczytał. Może sie przyda:))


Pozdrawiam i do zobaczenia:))


"Zielony Ogród"


Piotr - Odkrywca


Sposób na lęk. 2010-02-22

Jest na pewno wiele sposobów na lęk. Bo przecież i tak nie jestem w stanie sie go pozbyć. Jest jak towarzysz w czasie podróży życia. Nie można go wysadzić na poboczu, ale może odebrać mu ster życia.


Najgorsze jest chyba zawsze czekanie na coś, co jest dla mnie trudne. Wtedy myśli szaleją, uczucia zmieniają się w burzę, adrenalina przelewa się przez każdą szczelinę. Samo zdarzenie, które powoduje lęk ( choć tak naprawdę 99% lęku tworzy się w mojej wyobraźni) nie jest aż tak straszne. Najczęściej gdy przychodzi jego czas, to radzę sobie z nim wyśmienicie. To jednak, co dzieje się przed, to masakra. Tak było jeszcze jakiś czas temu. Od niedawna stosuje znaną zapewne wielu metodę: zanim nastąpi to, czego się boję, zamykam oczy i zmieniam obrazy, które tworzy moja wyobraźnia. Przecież skoro moge tworzyć obrazy złego obrotu sprawy, to moge też stworzyć scenariusz, który będzie mi bardziej odpowiadał, i wypełniony bedzie spokojem, dobrymi rozwinięciami akcji i oczywiście szczęśliwym zakończeniem tego, co mnie czeka. Jeśli uda wzbudzić w sobie mocne uczucia związane z optymistyczną wersją, jest naprawdę dużo łatwiej podjąc wyzwanie i najczęściej kończy się zgodnie z przewidywaniami z tej wersji przerobionej w moim umyśle i warsztacie uczuć:))






Zapomniana modlitwa 2010-02-17

Paulo Coelho - przez jednych lubiany i podziwiany, przez innych pomijany.

Co człowiek, to inne zdanie. Mimo to, wiem, że warto jego słowa umieścić właśnie w tym miejscu. To, że pomaga zmienić myślenie, nie ulega wątpliwości. Tak dzieje się przynajmniej w przypadku mojej osoby. Pomaga wykraczać poza schematy, zwraca uwagę na fakt przesypiania naszego życia. Uczy żyć świadomie, nie mechanicznie według stałych, wyuczonych, często bezmyślnych zachowań i reakcji.

Oddaję mu głos, bo na to zasługuje, jest wart uwagi. Co zrobisz z jego słowami - to Twoja decyzja. Mam nadzieję, że będą dobrymi ziarnami, z których wyrosną drzewa o słodkich i dużych owocach.

"Trzy tygodnie temu szedłem ulicą Sao Paulo i spotkałem Edinha, mojego starego znajomego, który wręczył mi broszurkę zatytułowaną Instante Sagrado. Wydrukowana w czterech kolorach, na świetnym papierze, nie głosiła nauki żadnego kościoła, żadnej religii, była to zwyczajna modlitwa.

Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem nazwisko jej autora - MOJE nazwisko! Została opublikowana na początku lat osiemdziesiątych na obwolucie tomiku poezji. Nie przypszczałem, że wytrzyma próbę czasu i że wróci do moich rąk w tak dziwny sposób. Jednak kiedy ją znów przeczytałem, uznałem, że nie mam się czego wstydzić.

Ponieważ jestem jej autorem i wierzę w znaki, postanowiłem ją przytoczyć w całości. Mam nadzieję, że skłoni was, drodzy czytelnicy, do napisania własnej modlitwy, w której według swego uznania poprosicie o łaski dla siebie i innych. W ten sposób wprawiamy nasze serca w pozytywne wibracje, którymi możemy zarazić wszystko, co nas otacza.

A oto modlitwa:

Panie Boże, chroń nasze wątpliwości, bo zwątpienie jest rodzajem modlitwy. To ono pozwala nam dorastać, zmusza, byśmy bez strachu szukali różnych odpowiedzi na to samo pytanie. By tak się stało,

Panie, chroń nasze postanowienia, bo postanowienie jest rodzajem modlitwy. Daj nam odwagę, byśmy rozumiejąc nasze wątpliwości, umieli wybrać odpowiednią drogę. Aby nasze TAK zawsze znaczyło TAK, a nasze NIE zawsze oznaczało NIE. Byśmy, obrawszy daną drogę, nigdy nie patrzyli wstecz oraz by nasza dusza nie dała się zniszczyć poczuciu winy. By tak się stało,

Panie, chroń nasze działania, bo działanie jest rodzajem modlitwy. Spraw, by nasz chleb codzienny stał się najlepszym owocem tego, co nosimy w sobie. Byśmy mogli przez pracę i działanie podzielić się choć odrobiną miłości, którą otrzymujemy. By tak się stało,

Panie , chroń nasze marzenia,
bo marzenie jest rodzajem modlitwy. Spraw, byśmy niezależnie od wieku i okoliczności potrafili podtrzymać w sercu święty płonień nadziei i wytrwałości. By tak się stało,

Panie, podtrzymuj w nas zapał, bo zapał jest rodzajem modlitwy. To on wiąże nas z niebem i ziemią, z dorosłym i z dzieckiem, pokazując, jak ważna jest pasja, i że warto się jej poświęcać. By tak się stało,

Panie, chroń nas, bo życie jest jedynym sposobem, byśmy mogli zaświadczyć o Twoim cudzie. Że ziemia wciąż zmienia ziarno w mąkę, a my przemieniamy mąkę w chleb. A to możliwe jest tylko dzięki miłości. Dlatego nigdy nas nie opuszczaj. Bądź zawsze blisko i daj nam szansę przebywać z ludźmi wątpiącymi, którzy działają, mają marzenia, zapał i żyją, poświęcają każdy nowy dzień Twej chwale.

Amen"
Paulo Coelho "Być jak płynąca rzeka"

Rzadko używam gotowych słów, by sobie porozmawiać Bogiem, ale te słowa są wyjątkowe i chyba je zachowam na dłużej. Na pewno nieraz zatrzymam się i zadumam nad nimi, bo to ważne dla mnie słowa: wątpliwości, postanowienia, działania, marzenia, zapał, moje  życie.

Nigdy nie wiesz, co Cię w życiu spotka. Nigdy nie wiesz, jakie słowa do Ciebie przywieje wiatr. Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz jeśli obudzisz się i dane Ci będzie przeżyć nowy dzień.
Nie wiesz, ale jeśli wyczekujesz najpiękniejszych chwil, najgłębszych i pełnych miłości słów, dobrych i szlachetnych ludzi, to masz szansę, że spotkasz. I stanie się kolejny cud, potem następny i nastepny. Tylko wyczekuje tego co dobre.



Bądź dobrej myśli.


odkrywca
takchcezyc.pl

 


Lęk przed śmiercią. 2010-02-16

Niektórzy mówią, że najgorszy jest strach przed śmiercią. Kiedy przestaniemy się bać śmierci, żaden strach nie będzie miał nad nami władzy.


Czasem się zastanawiam, dlaczego tak bardzo boimy się śmierci.


Właściwie nie wiem, czy boję się śmierci. Był czas, że bardzo chciałem umrzeć. Uważałem, że to najlepszy sposób na rozwiązanie i pozbycie się wszelkich problemów, których miałem wtedy sporo, choć nie więcej niż dziś.


Teraz jednak wiem, że to nie jest sposób na ich rozwiązanie. Są inne. Ale problem strachu przed śmiercią nadal pozostaje dla mnie nierozwiązany.




"Pewnego dnia Anioł Śmierci zapukał do drzwi pewnego człowieka.


- Wejdź i rozgość się - powiedział mężczyzna. Czekałem na ciebie.


- Nie przybyłem tu na pogawędki - powiedział Anioł - ale żeby zabrać twoje życie.


- A cóż innego mógłbyś  mi zabrać?


- Nie wiem. Ale wszyscy, kiedy przychodzę, chcieliby, żebym wziął cokolwiek, byle nie ich życie. Gdybyś wiedział, jakie mi czyniono propozycje!


- Ale ja niczego dać ci nie mogę. Radości, jakie mi ofiarowano, przeżyłem. Zmartwienia rzuciłem na wiatr. Problemy, wątpliwości, niepokoje spaliłem za sobą, by móc się ogrzać przy ogniu nadziei. Dóbr doczesnych wyrzekłem się. Uśmiech podarowałem tym, co mnie o niego prosili; serce - tym, których kochałem i którzy mnie kochali. Swoją duszę powierzyłem Bogu. Zabierz więc moje życie, bo nie mam nic innego do ofiarowania.


Wtedy Anioł Śmierci uniósł tego człowieka w ramionach i stwierdził, że jest lekki jak piórko, a Pan otworzył na oścież bramy Raju, bo przez nie miał wejść święty człowiek..."


 


Pier D'Aubrigy "Kamyki i perły"


Moja sześcienna oaza. 2010-02-14

Od wczoraj żyje w sześcianie. Pełno w nim zieleni, kwiatów, są motyle i kolorowe ptaki. Jest spokojnie i jasno, czuje się tu bezpiecznie. Na razie jest niewielki, ale pracuję nad jego powiększeniem. Ważne że jest szczelny, nie przepuszcza nic ze świata zewnętrznego...To moja oaza, choć chwilami zdarza się że przez pęknięcia, których nie zauważyłem, (może to wada konstrukcyjna,) wlatuje czarny kleisty dym, który od razu siada w poblizu serca i przydusza...
Co w tym czasie,kiedy ja siedze w szcześciennej oazie, dzieje sie na zewnątrz?
hmmm.... Ciekawa sprawa. Osoba, od której tworząc swój sześcian, się odciąłem, od chwili odcięcia sie od niej, zaczeła narzekać na swoje samopoczucie, zawroty głowy, dolegliwości, skoki ciśnienia i w ogóle złe samopoczucie..
Ciekawe, prawda?
A ja przecież nic takiego nie zrobiłem. Po prostu w myślach zbudowałem sobie ochronny sześcian, którym odciąłem się od niej, od tego, co w sobie nosi, od negatywnej energii, którą jest wypełniona. Zrobiłem tak, że teraz, gdy chce mi przesłać energetyczny smog, to dostaje rykoszetem. To wszystko, co w niej siedzi, odbija się od mojego sześcianu i wraca do niej. Poza tym, oddałem, to co wcześniej dostałem w prezencie. Nie ma też możliwości czerpać dobrej energii ode mnie. Dzięki temu nie czuje ucisku w klatce piersiowej, gdy jestem w poblizu tej osoby, kiedy z nią rozmawiam.
Pracuję jeszcze nad szczelnością mojej sześciennej oazy, ale jest już dużo lepiej. Czuję sie dobrze.

To nie czary mary. To życie. Choć wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy,czemu nieraz tak bardzo źle się czują, czemu są rozdrażnieni, szczególnie w towarzystwie konkretnych osób, stojąc w kolejce, siedząc u fryzjera na fotelu.
A energia płynie... Nie zawsze dobra, nie zawsze dodająca sił życiowych. Częsciej inni nam ją odbierają, karmiąc w ten sposób siebie i uzupełniają c braki.
"O, jak dobrze że Cię widzę. tak lubię z Tobą rozmawiać, bo potem tak dobrze sie czuję, taka chęć do życia we mnie wstępuje..."
A Ty w tym czasie prawie mdlejesz, słabniesz, czujesz zmęcznie jak po przewaleniu tony węgla.

Cieszę się, że ktoś pomógł mi i nauczył robić ochronę, oddawać to, co nie moje i odcinac się od tych,którzy odbierają mi chęć do życia, działania, pozytywnego pełnego radości patrzenia na świat.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [załóż bloga!] rsssubskrybuj
[zamknij reklamy]